sobota, 22 sierpnia 2020

Sztuka zaczynania od nowa

Na pewno tu nadaję się o wiele bardziej niż do szpitala. Nie ma nocek przede wszystkim, chociaż przez rok pracowałam w Nocnej Opiece Chorych i było ok. Poprzestawiałam priorytety. Zaczęłam drugą rezydenturę, pracę w POZ i życie od nowa.

Mam nadzieję, że z powodzeniem.

Może niedługo opiszę Wam swoją pracę, tak jak kiedyś opisałam pracę na oddziale chorób wewnętrznych. Nigdy nie zapomnę tamtych chwil. Do dzisiaj derealizuję na myśl o tym, do dziś słyszę tamten czarny telefon i zegar na ścianie.

Teraz jest inaczej, koszmary pojawiają się rzadziej, zastępuje je jawa.

Spędziłam półtora miesiąca w szpitalu psychiatrycznym, gdzie powoli uświadamiałam sobie, co to wszystko znaczy. Kim jestem?

niedziela, 3 maja 2020

I wtedy przyszedł maj...!

Mija sześć lat od kiedy skończyłam studia i uzyskałam dyplom lekarza. Sześć długich i krótkich lat. Tyle, ile trwały same studia. 
Przez te sześć lat osiągnęłam niebo i piekło, kilka razy dostałam od życia w łeb kijem (bez marchewki), kilka razy trafiła we mnie boska cząstka. A kilka razy byłam lekarzem.
Skończyłam staż podyplomowy w terminie, mimo groźby zawalenia z powodu frekwencji. Zaczęłam specjalizację, którą zawiesiłam, a po miesiącu bezrobocia - rzuciłam. Teraz jestem w punkcie życia, gdzie być może zaczyna się stabilizacja. Gdzie nie czeka się na przydział, tylko składa CV.
Mam przyjaciół.
Nie wierzę w zapeszanie, więc napiszę: od pięciu miesięcy czuję się po prostu dobrze.

poniedziałek, 13 kwietnia 2020

Happiness & poetry

Siedzę i czytam tomik wierszy, który wylicytowałam na aukcji charytatywnej. Dobry tomik dobrych wierszy. Emocje skondensowane, kolaps świata w jednej chudej książeczce. Podziwiam poetów, którzy potrafią zawrzeć swoje Ja w jednym tomiku. Streścić siebie do tych strof ciekawych dla świata. Sekrety zostają w szufladzie, a to, co ma świecić - zostaje ukazane.Pisarze prozy mają więcej słów do dyspozycji. Blogerzy też.
Zdarza mi się tworzyć wiersze. Te o medycynie znają inni, te niemedyczne na razie trzymam w szufladzie. Które z nich okażą się definicją mnie? Jądro ciemności czy elektrony pacjentów?
Wysłałam swoje opowiadanie na konkurs. Nie wygram z lepszymi, ale już wygrałam ze sobą. Jak byłam dzieckiem wygrałam konkurs literacki opowiadaniem o kupowaniu zupki chińskiej. To była jedyna praca, jaką kiedykolwiek w ten sposób upubliczniłam. Aż do teraz. Pomalutku będę próbować swoich sił.
Co zaś dla mnie najważniejsze: piszę pamiętnik, właściwie opis moich lęków, marzeń, górek i dolin. A nad tym wszystkim medycyna, medycyna, medycyna! Studia, praca.
"Pierwsza cegiełka z mojego starannie budowanego świata odpadła jeszcze na trzecim roku. Wtedy, gdy na przełomie wiosny i lata niemalże wybiegałam z domu, by większość dnia spędzić z moją najlepszą przyjaciółką – medycyną. Gdy na gros zajęć uczęszczałam z własnej woli, dodatkowo, nie zaś z obowiązku regulowanego planem zajęć. Gdy moje zainteresowania tryskały mi z głowy niczym małe fontanny, a każdy oddział, każdy pacjent przedstawiał nowe drogi kształcenia."
Tak zaczyna się moja przygoda z poważniejszym pisaniem. Więcej nie upublicznię. ;)
A teraz wracam do poezji opowiadającej o dalekich od mojego światach - o innych ludziach.

czwartek, 9 kwietnia 2020

Lato lato, lato czeka (random title of the poem)

Na nic

Na nic są zbroje, na nic kolczugi
na nic karabin, na nic miecz długi
na nic armaty i na nic kule
na nic lamenty i na nic bóle

Na nic są skargi do ministerstwa
na nic są kłamstwa, na nic oszczerstwa

Na nic pancerze, srebrne okucie
gdy kamyk w bucie.