niedziela, 3 maja 2020

I wtedy przyszedł maj...!

Mija sześć lat od kiedy skończyłam studia i uzyskałam dyplom lekarza. Sześć długich i krótkich lat. Tyle, ile trwały same studia. 
Przez te sześć lat osiągnęłam niebo i piekło, kilka razy dostałam od życia w łeb kijem (bez marchewki), kilka razy trafiła we mnie boska cząstka. A kilka razy byłam lekarzem.
Skończyłam staż podyplomowy w terminie, mimo groźby zawalenia z powodu frekwencji. Zaczęłam specjalizację, którą zawiesiłam, a po miesiącu bezrobocia - rzuciłam. Teraz jestem w punkcie życia, gdzie być może zaczyna się stabilizacja. Gdzie nie czeka się na przydział, tylko składa CV.
Mam przyjaciół.
Nie wierzę w zapeszanie, więc napiszę: od pięciu miesięcy czuję się po prostu dobrze.

poniedziałek, 13 kwietnia 2020

Happiness & poetry

Siedzę i czytam tomik wierszy, który wylicytowałam na aukcji charytatywnej. Dobry tomik dobrych wierszy. Emocje skondensowane, kolaps świata w jednej chudej książeczce. Podziwiam poetów, którzy potrafią zawrzeć swoje Ja w jednym tomiku. Streścić siebie do tych strof ciekawych dla świata. Sekrety zostają w szufladzie, a to, co ma świecić - zostaje ukazane.Pisarze prozy mają więcej słów do dyspozycji. Blogerzy też.
Zdarza mi się tworzyć wiersze. Te o medycynie znają inni, te niemedyczne na razie trzymam w szufladzie. Które z nich okażą się definicją mnie? Jądro ciemności czy elektrony pacjentów?
Wysłałam swoje opowiadanie na konkurs. Nie wygram z lepszymi, ale już wygrałam ze sobą. Jak byłam dzieckiem wygrałam konkurs literacki opowiadaniem o kupowaniu zupki chińskiej. To była jedyna praca, jaką kiedykolwiek w ten sposób upubliczniłam. Aż do teraz. Pomalutku będę próbować swoich sił.
Co zaś dla mnie najważniejsze: piszę pamiętnik, właściwie opis moich lęków, marzeń, górek i dolin. A nad tym wszystkim medycyna, medycyna, medycyna! Studia, praca.
"Pierwsza cegiełka z mojego starannie budowanego świata odpadła jeszcze na trzecim roku. Wtedy, gdy na przełomie wiosny i lata niemalże wybiegałam z domu, by większość dnia spędzić z moją najlepszą przyjaciółką – medycyną. Gdy na gros zajęć uczęszczałam z własnej woli, dodatkowo, nie zaś z obowiązku regulowanego planem zajęć. Gdy moje zainteresowania tryskały mi z głowy niczym małe fontanny, a każdy oddział, każdy pacjent przedstawiał nowe drogi kształcenia."
Tak zaczyna się moja przygoda z poważniejszym pisaniem. Więcej nie upublicznię. ;)
A teraz wracam do poezji opowiadającej o dalekich od mojego światach - o innych ludziach.

czwartek, 9 kwietnia 2020

Lato lato, lato czeka (random title of the poem)

Na nic

Na nic są zbroje, na nic kolczugi
na nic karabin, na nic miecz długi
na nic armaty i na nic kule
na nic lamenty i na nic bóle

Na nic są skargi do ministerstwa
na nic są kłamstwa, na nic oszczerstwa

Na nic pancerze, srebrne okucie
gdy kamyk w bucie.

sobota, 22 lutego 2020

Opowiem Wam bajkę część druga

"I wtedy stało się coś niebywałego: na jednym z noworocznych koncertów na Broadwayu usiadł obok niej przystojny mężczyzna koło czterdziestki. Miał głęboko osadzone, ciemne oczy, w które od razu spojrzała nasza bohaterka. Tak zwyczajnie i bez skrępowania. Mężczyzna okazał się australijskim artystą, znanym na całym świecie producentem muzycznym oraz w ramach hobby - aktorem teatralnym. Tym razem poszedł na przedstawienie jako widz. 
Kobieta od razu przypadła mu do gustu. Znał swoją wartość, jednak uznał za niesamowite szczęście, iż wybrała właśnie jego. Tę jedyną w roku sylwestrową północ przeżyli razem i skończyli w łóżku w jednym z wielu zarządzanych przez firmę bohaterki hoteli. 
Niedługo potem narodziła się ich pierwsza córka. Imiona otrzymała po swoich babciach - pierwsze po Marii po stronie matki, drugie po Nicole, matce ojca. Była pięknym niemowlęciem, mądrym dzieckiem, ciekawym świata uczniem i pełną miłości siostrą dla braciszka narodzonego miesiąc po ślubie rodziców. 
Nie byli rodziną w stu procentach idealną, w końcu dzieci często przebywały pod opieką niani podczas licznych delegacji rodziców. Nie dawano jednak im odczuć samotności, a życiowe niedogodności rekompensowano podwójna dawką ciepła w czasie wspólnie spędzanych chwil. 
Maria i Luis mieli wielu przyjaciół i znakomicie radzili sobie w nauce czy w relacjach z rówieśnikami. Ona chciała przejąć firmę po matce, cierpliwie pracowała więc na niższych stanowiskach w mniejszych i większych przedsiębiorstwach. Jej brat wolał karierę naukową, a dzięki ścisłemu umysłowi bez problemu skończył studia i rozpoczął pracę na czołowym amerykańskim uniwersytecie. 
Wszyscy żyli długo i szczęśliwie."

Koniec.

Nie tego się spodziewaliście, co? ;)