Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 lipca 2019

W domu, a jednak jakby poza

Od wczoraj siedzę u rodziców. Czuję się dużo gorzej, więc postanowiłam odpocząć i pojechać. Czekam na pierwszą kłótnię z mamą, co tylko pogorszy mój stan, ale na razie jest miło i przyjemnie. Jest nas w jednym domu siedem osób i trochę mi tu ciasno. Na szczęście mam swój pokój, swoje własne, ciche miejsce.
Byłam u psychiatry i dostałam nowy neuroleptyk. Zobaczymy. Na razie jeszcze jest słabo. Nawet na terapię chodzę regularnie, chociaż na razie rozgrzebujemy tylko bolesne sprawy. Mam wrażenie, że po ostatnich moich problemach, tych w rodzinie, tych w życiu i tych, które mnie bezpośrednio nie dotyczą, raczej mojej rodziny, ale przyprawiają mi bólu głowy, zaczęłam bardziej o siebie dbać. Na pewno pójście na terapię i zapisanie się do psychiatry (po pięciu miesiącach!) było dobrym posunięciem.
W pracy nie jest źle, pacjentów lubię, szefowa jest wyrozumiała. Jedynie kilka osób mnie denerwuje, bo zwierzają mi się non stop ze swoich problemów i opowiadają o swoich rodzinach, a ja oczywiście słucham z uśmiechem, bo inaczej nie umiem. A mam swoje życiem, swoje problemy i cudze mnie gówno obchodzi. No ale ja jestem dobrą ciocią i słucham. 
Ale żeby nie jojczeć tylko, to napiszę, że planuję urlop na wyjeździe. Odpoczynek! Tak bardzo potrzebuję odpoczynku... Pracę lubię, jednak za dużo, za dużo. Może to z przepracowania czuję się coraz gorzej? Pewnie złożyło się na to wiele czynników. 
Na razie wszyscy z rodziny siedzą w ogrodzie, a ja w domu z laptopem. Dzięki temu mam upragniony spokój. Gdy jestem w cudzym domu i muszę spędzać czas z innymi, nie mogę po prostu wyjść, moją chwilą wytchnienia jest zamknięcie się w łazience. Co za ulga! Tutaj, w domu, nie muszę chodzić ciągle siku. Mam własny pokój. A teraz, gdy inni śmieją się na zewnątrz, mam też przestrzeń na dole, w salonie. Słyszę tylko ich śmiech i radosne dialogi, których słów nie rozumiem. Oni mówią w innym języku niż ja. Niż moja głowa. Czasem ja też nie rozumiem języka, jakim mówi moja głowa. 
Czy znów pokłócę się z mamą? Czy jednak do końca będziemy rozmawiać jak dawniej? Udawać, że nic się nie stało, że nazwanie mnie porażką nie miało miejsca? Na razie tak właśnie robimy. Chcemy zachować ten kruchy stan miłości. W końcu rodzice i brat to jedyni ludzie na tym świecie, których kiedykolwiek kochałam.

środa, 19 grudnia 2018

Jak rok temu ryczałam przez całą noc.

Nie, to nie był PMS, to nie była depresja ani nawet nie rzucił mnie chłopak. Ale od początku.
Jak pracowałam w Dużym Szpitalu, to dyżurowałam. Dyżurowałam we dnie i w nocy, w tygodniu i w weekendy, w dni powszednie i w święta. Dyżurowałam także w czasie Wielkanocy, Bożego Narodzenia i Sylwestra. Nie mówiąc już o własnych urodzinach. 
Dyżurował tak każdy rezydent, pod groźbami nieukończenia specjalizacji, wyrzucenia z pracy i takich tam. Część się na to godziła, część odchodziła z pracy. Nie pytajcie, ale pewnie dałoby się to jakoś załatwić prawnie, ale nikt nie miał na to siły. Lepiej było odejść. Tak jak i ja. Byliśmy tchórzami, ale w tym momencie gówno mnie obchodzi, co się tam teraz dzieje (odeszli prawie wszyscy rezydenci, poza kilkoma z syndromem sztokholmskim, o których pisałam w innej notce, im tam dobrze). 
No ale do rzeczy. 
Dwa lata z rzędu miałam dyżur w Boże Narodzenie. Rok temu 25 grudnia. Nie było mowy o wyjeździe na święta do rodziny, więc rodzina przyjechała do mnie. Szykowałam się na to tygodniami, sprzątałam, wymyślałam potrawy, kupowałam prezenty. Przyjechali w Wigilię po południu. Pobyli kilka naprawdę cudownych godzin. Zjedliśmy wigilijne potrawy, wręczyliśmy sobie podarki. I... rozstaliśmy się. 
W Sylwestra miałam mieć dyżur, więc ta okazja do spotkania odpadła. Zostałam sama w pięknie wysprzątanym, pachnącym, PUSTYM mieszkaniu. Rano dyżur.
Wtedy miałam takiego doła, jaki już mi się przez ten rok nigdy więcej nie zdarzył, a miewałam wiele gorszych dni. Płakałam w poduszkę pół nocy, nie bacząc na to, że rano wstanę niewyspana. Było mi zwyczajnie, po prostu źle.
W tym roku jadę do rodziny i spędzimy razem całe piękne święta. Taką mam przynajmniej nadzieję. :)