niedziela, 16 lutego 2020

Opowiem Wam pewną bajkę

Opowiem Wam pewną bajkę:

"Nie tak dawno temu, ba, już w dwudziestym pierwszym wieku, za górami, lasami i betonowymi miastami żyła sobie dziewczynka. Marzeniem jej było iść do technikum hotelarskiego i pracować potem w wielkiej, luksusowej sieci hoteli gdzieś na świecie. Miała już nawet upatrzone kilka wymarzonych miejsc na swoje przyszłe, pełne radości życie. Tak, gdzieś w wielkich ośrodkach przy plażach z bogatymi turystami z białym piaskiem przyklejonym do ciał. 
Dziewczynka pilnie uczyła się angielskiego i niemieckiego, a w wolnym czasie ćwiczyła alfabety rosyjski i chiński. Stawała przed lustrem i wygłaszała eleganckie przemowy powitalne dla niewidzialnych klientów. Z czasem słowa coraz bardziej naturalnie opuszczały jej mózg. 
Gdy miała dwanaście lat i przeżywała pierwsze nastoletnie przyjaźnie na dobre i na złe, zapraszała do siebie najbliższe jej sercu towarzyszki i przed nimi na żywo odgrywała rolę recepcjonistki i kelnerki. W czasie wakacji, gdy jej rodzice odpoczywali na Teneryfie, gościła również swoje pierwsze dozgonne miłości. 
W końcu nadszedł czas wyboru szkoły średniej. Nie miała wątpliwości, że dostanie się do wymarzonego technikum. Do testów przygotowywała się tygodniami, mimo że już od pierwszych klas zawsze stawiano ją za wzór. Rokrocznie otrzymywała nagrody i za wyniki w nauce, i za frekwencję. Przyszłość jawiła się w jasnych barwach.
Tak więc nawet nie zdziwiła się oglądając listę przyjętych do szkoły, na której jej nazwisko wyświetliło się na zielono, martwiła ją tylko daleka, trzecia pozycja. Trudno, pomyślała, nadrobię.
Szło jej dobrze. Wrodzony wdzięk i lata ćwiczeń sprawiły, iż od początku wyprzedzała kolegów i koleżanki na zajęciach praktycznych, a i klasyczne przedmioty miała opanowane do kilku lekcji naprzód. Była z siebie dumna, a jeszcze bardziej dumni byli jej rodzice. 
Maturę zdała z przedmiotów wymaganych na studia z zarządzania w Polsce, jednak w wakacje zdecydowała o rocznej przerwie w nauce poświęconej pracy w pomniejszych hotelach i urokliwych pensjonatach. Po nabyciu wprawy w pracy z prawdziwymi turystami i zapełnieniu konta w banku złożyła papiery na studia w Wielkiej Brytanii. To był strzał w dziesiątkę. Znakomite wykłady i długie godziny praktycznej nauki pozwoliły jej zdobyć upragniony dyplom - i był to dyplom liczący się ma świecie. Teraz mogła szukać pracy. Wiedziała, że początki nie będą różowe i w rok nie zostanie śpiącą na banknotach gwiazdą. Miała w sobie jednak upór, wiedzę i obycie, które w połączeniu ze śnieżnobiałym uśmiechem i figurą lalki Barbie uplasowały ją na pierwszej pozycji na podium awansów. 
Nie miała jeszcze ani jednej zmarszczki, gdy wspięła się na szczyt, gdzie tylko kilka kroków dzieliło ją od mety, a metą tą był fotel prezesa zarządu. W dal odeszły dziecięce marzenia o uśmiechaniu się do turystów zza lady recepcji. Teraz jej nazwisko było znane w niejednym kraju. Cieszyła się wręcz, że nazwisko to było krótkie i łatwe do wymówienia dla obywateli całego świata. Polskie znaki zaburzyłyby teraz ustalony przez nią ład. 
W swoje czterdzieste urodziny stanęła na szczycie świata. Świata biznesu i pieniędzy. Pięknych hoteli w pięknych miejscach, odwiedzanych przez pięknych ludzi."

CDN

wtorek, 1 października 2019

Recepta

Leczę się, odpoczęłam od pracy. Jest już lepiej, dużo lepiej. Na tyle, że nie będę Wam przez chwilę smęcić o smutach, tylko opowiem historyjkę z zupełnie innej beczki. Mianowicie: kupowanie leków w aptece. 
Wypisałam sobie receptę na dwa leki psychotropowe, które zalecił mi psychiatra, a ja mam je sobie przedłużać do kolejnej wizyty. Zrealizować ją miał mój tata, ponieważ to on właśnie jechał dziś do apteki. Zabrał papierek i pojechał na zakupy. 
Niedługo potem telefon: tata. Odbieram, a na linii farmaceutka, która dzwoni do mnie jako do lekarza, czy ja jako pacjentka mogę przyjąć zamiennik, bo oni na stanie nie mają wypisanego przeze mnie produktu. ;) Ponoć przyszedł nawet kierownik apteki i zainteresował się sytuacją. Spodobało mi się to, że ktoś o mnie dba. ;)
Poza tym zastanawiam się nad sensem mojej dalszej pracy w miejscu, gdzie teraz pracuję. Chciałabym zacząć specjalizację, ruszyć do przodu, może powoli wrócić na dyżury. Najpierw tylko takie do wieczora, jakie udało mi się zaliczyć w ostatnim półroczu (na razie około jeden miesięcznie). 
Chciałabym też w końcu zarabiać porządne pieniądze, zmienić mieszkanie na ładniejsze, a może kiedyś, po terapii, zacząć szukać sobie faceta. A może na początek więcej przyjaciół niż jedną I. ze studiów.
Na razie jednak są to tylko mgliste plany. :)

sobota, 14 września 2019

Gdy się jest bardzo szczęśliwym...

Gdy się jest bardzo szczęśliwym, spada się z bardzo wysokiego konia. Nagle okazuje się, że ma się nową pracę, dyżury, obowiązki i wydatki, a nie jest się na to zupełnie przygotowanym. Że to, co robiło się przez ostatnie miesiące, nie ma swojej dalszej ścieżki w obecnym życiu. 
Byłam na konsultacji w szpitalu, dostałam leczenie, na razie czekam. Czekam, aż znowu będę tu pisać o swoich sukcesach. Będzie tak? Teraz trudno jest mibto sobie wyobrazić, ale... przecież jestem lekarzem. Zdałam studia, staż, pół specjalizacji, wiele kursów, konferencji, wszystko na dobre stopnie. Wiem, jak przebiegają choroby i ich leczenie.
Może niedługo napiszę więcej.

sobota, 13 lipca 2019

W domu, a jednak jakby poza

Od wczoraj siedzę u rodziców. Czuję się dużo gorzej, więc postanowiłam odpocząć i pojechać. Czekam na pierwszą kłótnię z mamą, co tylko pogorszy mój stan, ale na razie jest miło i przyjemnie. Jest nas w jednym domu siedem osób i trochę mi tu ciasno. Na szczęście mam swój pokój, swoje własne, ciche miejsce.
Byłam u psychiatry i dostałam nowy neuroleptyk. Zobaczymy. Na razie jeszcze jest słabo. Nawet na terapię chodzę regularnie, chociaż na razie rozgrzebujemy tylko bolesne sprawy. Mam wrażenie, że po ostatnich moich problemach, tych w rodzinie, tych w życiu i tych, które mnie bezpośrednio nie dotyczą, raczej mojej rodziny, ale przyprawiają mi bólu głowy, zaczęłam bardziej o siebie dbać. Na pewno pójście na terapię i zapisanie się do psychiatry (po pięciu miesiącach!) było dobrym posunięciem.
W pracy nie jest źle, pacjentów lubię, szefowa jest wyrozumiała. Jedynie kilka osób mnie denerwuje, bo zwierzają mi się non stop ze swoich problemów i opowiadają o swoich rodzinach, a ja oczywiście słucham z uśmiechem, bo inaczej nie umiem. A mam swoje życiem, swoje problemy i cudze mnie gówno obchodzi. No ale ja jestem dobrą ciocią i słucham. 
Ale żeby nie jojczeć tylko, to napiszę, że planuję urlop na wyjeździe. Odpoczynek! Tak bardzo potrzebuję odpoczynku... Pracę lubię, jednak za dużo, za dużo. Może to z przepracowania czuję się coraz gorzej? Pewnie złożyło się na to wiele czynników. 
Na razie wszyscy z rodziny siedzą w ogrodzie, a ja w domu z laptopem. Dzięki temu mam upragniony spokój. Gdy jestem w cudzym domu i muszę spędzać czas z innymi, nie mogę po prostu wyjść, moją chwilą wytchnienia jest zamknięcie się w łazience. Co za ulga! Tutaj, w domu, nie muszę chodzić ciągle siku. Mam własny pokój. A teraz, gdy inni śmieją się na zewnątrz, mam też przestrzeń na dole, w salonie. Słyszę tylko ich śmiech i radosne dialogi, których słów nie rozumiem. Oni mówią w innym języku niż ja. Niż moja głowa. Czasem ja też nie rozumiem języka, jakim mówi moja głowa. 
Czy znów pokłócę się z mamą? Czy jednak do końca będziemy rozmawiać jak dawniej? Udawać, że nic się nie stało, że nazwanie mnie porażką nie miało miejsca? Na razie tak właśnie robimy. Chcemy zachować ten kruchy stan miłości. W końcu rodzice i brat to jedyni ludzie na tym świecie, których kiedykolwiek kochałam.